ALASKA TO NIE PIKNIK - czyli PIERSI ANGIE
- Wszystko przez ten snieg - mowi mi Tom i przyklada oko do kamery.
Jest jakies minus trzydziesci i moj kamerzysta puszcza pare z ust jak renifer. Wiem, ze wchodzi mu to w obiektyw ale nie przerywam mu. Nie chce mi sie. Jestesmy na Alasce i wszystko o czym marze to, nie jakis tam, psi zaprzeg na horyzoncie tylko piersi Angie, lokalnej modelki, ktorej rozebrane zdjecie widzialem na scianie wypozyczalni nart w Girdwood.
Poza tym Tom jest wsciekly. Rzucila go dziewczyna.
- Karen mieszka za tymi gorami- pokazuje reka na horyzont. Spogladam w tamta strone i dopiero teraz dostrzegam wielka biala czape pieciotysiecznika wystajaca na szczycie seledynowego nieba. Zeby tam sie dostac potrzebny jest samolot. Bilet kosztuje tyle co stad do Neapolu. I Toma na to nie stac. Dlatego rzucila go dziewczyna. Przez ten cholerny snieg.
ZIEMIA MURKOWSKICH
Alaska to nie piknik. 20% powierzchni dzisiejszej Ameryki kupione od Rosjan za mniej niz cwierc dolara za hektar, po pijanej nocy dwoch "negocjujacych" do czwartej rano kolegow, Sewarda i Andrieja Andriejewicza Stoeckla, roku panskiego 1867.
Dzis jest tu osiem autostrad. Glowna droge z Anchorage na polnoc nazywaja Kamikaze Highway. Tubylcy nosza przy sobie bron z ktorej strzelaja do federalnych znakow drogowych, jak sobie popija. Choc rzadzi tu popularny klan Murkowskich -Fedsow sie tu nie lubi. Wladza ma 65% powierzchni stanu w swoich rekach . Dokument podstawowy to nie: prawo jazdy, a - licencja pilota. Samolot to na Alasce podstawowy srodek transportu. Tak sie tu sprzedaje domy: Cieply jednopietrowiec z pasem do ladowania... Wiec jak sie zakochasz w Karen z Nome to sprawdz najpierw, czy stac cie na bilet. Jesli cie nie stac- czekaj na psi zaprzeg. Tak jak teraz Tom.
MIEJSCE BARDZO DALEKO
Jest okazja; wlasnie dzis do Nome - na krancu Alaski biegna psy Husky w najwiekszym na swiecie wyscigu psich zaprzegow Iditarod. Nazwy maja tu znaczenia opisowe. Pochodza glownie z dialektu Indian, gdzie Alaska - to "Lad , Ktory Nie Jest Wyspa" a "Cos Bardzo , Bardzo Daleko" - to wlasnie Iditorod. I to tam biegna psy.
CIEPLY ODDECH HUSKY
Verna najpierw slysze niz widze; malutka kreske na saniach przesuwajaca sie po bieli zamrozonego po horyzont jeziora. Ze dwadziescia psow Husky rwie w nasza strone lamiac plachty zmrozonego sniegu . Zweszyly nas od dawna i teraz z wywiesznymi jezykami wskakuja mi na plecy. Hoooo! -lagodzi obyczaje Vern. Good boy! - mowi do lidera, ktory w gescie przyjazni sika mi na noge. Tom zapomnial o dziewczynie i kreci to wszystko zgrabnie, jakby go wynajely "sluby i wesela".
-W tym co masz na sobie, jestes psie zarcie do rana- mowi mi Vern wreczajac kombinezon, podobny do tego w ktorym , kiedy bylem maly, Armstrong szykowal sie na ksiezyc.
- A komendy? Jak podajesz bestiom komendy ? - pytam obserwujac, jak Koyuk( paroletni Husky ) usiluje urwac uprzez, by biec.
- Po prostu spuszczasz sanie z hamulca - pokazuje Vern na wielka kotwice wbita w twardy jak skala, snieg. - Husky sa stworzone do biegu. Jak sie urwa - nie wracaja na wolania. Beda biec, az padna.
Patrze Koyukowi w oczy i cos mi sie zdaje, ze Vern ma racje. Husky tak sie pala, by pedzic do dziewczyny Toma, ze zaczynaja wyc i ujadac, na zamrozonej cisza tafli jeziora robi sie potworny raban. Filmowanie trafia szlag po tym, jak Kayuk lize obiektyw kamery, ktory natychmiast mgli sie zamrozona psia slina.
Staje na plozach, jak Vern i Tom. Ktos podrywa kotwice. Sila dwudziestu pociagowych psow odrzuca mi glowe. Raban raptem ustaje. Zapada cisza w ktorej slysze, jak fiberglasowe plozy tna dziewiczy snieg. Dopiero kiedy dostrzegam przesuwajacy sie nieopodal wielki pysk spoznionego losia rozumiem, ze Husky rwa do przodu. Jest tak nieprawdopodobnie, ze ciarki przechodza mi po plecach.
Jestem w sercu Alaski, stoje na pedzacych w ciszy, po tafli sniegu plozach i czuje, jak oddech mrozi na mojej owinietej welna twarzy stalaktyty sopli.
Nie wiedziec czemu zamykam oczy. Przypomina mi sie Jack London. I Krolewna Sniezka. Ostatni Mohikanie i lowcy futer jezior Athabasca utrwalone piorem Coopera. I Karen, ktora porzucila Toma, w miejscu o nazwie "Gdzies Za Siodma Gora i Daleko za Siodma Rzeka...
Z Alaski - Mariusz Max Kolonko
