TRZYMALEM RECE NA ATOMOWYCH PRZYCISKACH
Przez chwilę miałem władzę nad światem
Dziewczyna o krótkich blond włosach poprawia zalotnie fryzurę.
- Na imię ma Dana i będę twoją eskortą na cały dzień... Jedyne, czego wymagam, to posłuszeństwa - dodaje z uśmiechem.
Nim skonczy sie dzien, zabierze mnie na koniec swiata, gdzie spedzimy noc przytuleni do miedzykontynentalnej rakiety nuklearnej Minuteman.
Eskorta porusza się helikopterem, jest w stopniu kapitana i ma na mundurze insygnia 90 Skrzydla Obrony Powietrznej USA. Koncem swiata okaza sie piekne prerie Wyoming, gdzie ladujemy w prostokącie otoczonym podwójną siatką obwarowaną zakazem fotografowania i wstępu.
Dookoła na tysiącach hektarów pasą się krowy. Gdzieś tam, gdzie horyzont dotyka nieba, rozlokowanych jest 500 atomowych silosów, w których śpią nuklearne rakiety międzykontynentalne Minuteman.
LUDZIE JAMESA BONDA
Przyjeżdżają w samo południe. Czarny terenowy chevrolet z przyćmionymi szybami, bez rejestracji i z rządową przepustką zatkniętą za szybę. Z nimi wejdę do środka atomowego silosu. Są uzbrojeni, nie mówią nic, a widząc kamery, nie zadają żadnych pytań.To, ze tam wogole jestem wiem po tym, ze odbijam sie w ich lustrzankach.
Rakietowy aresenał Ameryki obsługuje 1150 specjalnie do tego celu szkolonych osób, którzy 177 dni w roku siedzą pod ziemią w atomowych silosach z rękami na atomowych przyciskach. Dziś jestem jednym z nich.
Nazwa kontynentalnychrakiet Ameryki: Minuteman - wywodzi się z amerykańskiej historii i oznacza tych, którzy byli gotowi stanąć do walki "w ciągu minuty" (minute - man).
Tak w 1645 roku broniła się przed atakami Indian kolonia Massachusetts. Dziś 500 rakiet Minuteman gotowych jest bronić Ameryki i świata. Trzystopniowa rakieta leci między kontynentami ok. 20 minut, terytorium Polski przeleci w mniej niż minutę. Kosztuje 7 milionów każda i na swym końcu ma tytanowy pojemnik z trzema głowicami nuklearnymi.

TAKI BEDZIE KONIEC SWIATA
Raptem po czarnym kwadracie ekranu zaczynają śmigać literki: Alpha, Bravo, Tango... słyszę metaliczny głos mojego zmianowego, o którym wiem tylko tyle, że jest numerem 386.
Zapinają pasy i przysuwają się do dwóch bliźniaczych stanowisk komputerów. Po siedmiu godzinach pod ziemią wydaje mi się, że mam zły sen. Obserwuję, jak wyjmują atomowe klucze z sejfu i wkładają je do stacyjek. Seria krótkich sygnałów ostrzegawczych wypełnia podziemny silos. Ekran rozbłyska czerwonym napisem: STAN KRYTYCZNY... 12 atomowych rakiet, za które odpowiadamy, gotowych jest zerwać się z uwięzi.
- Przekręć klucze na moją komendę: trzy, dwa, jeden... - Cztery pary rąk przekręcają jednocześnie klucze i zapłon. Nad nami 110-tonowy kapelusz przykrywający atomowy silos odskakuje jak przykrywka na gotującym się czajniku.
- Rakieta odpalona - słyszę komendy.
Numery 386 i 362 odsuwają się od pulpitow i odpinają pasy. Mamy może jeszcze 8 minut życia przed sobą. W naszym kierunku pędzą już rakiety przeciwnika. Patrzę na Danę i chce ją sobie zapamiętać. I wschód słońca nad prerią. I zachód nad Hudsonem, kiedy trzymałem w ramionach cały mój świat.
Z prerii Wyoming - Mariusz Max Kolonko

Więcej czytaj w książce Maxa: "Odkrywanie Ameryki" i oglądaj w programiem telewizyjnym od września w TV 4.