Zielony słaby jak nigdy
Kupujcie nieruchomości za wielką wodą - to się opłaca!
Słabnący dolar wyprzedaje Amerykę zagranicznym inwestorom i czyni polską walkę o amerykańskie wizy sprawą symboliczną.
Puk, puk. Otwieram drzwi. Przede mną stoi Chinka. Kiedyś Chinka pod drzwiami oznaczała tu tanie chińskie żarcie z dostawą do domu, przywiezione w bagażniku zdezelowanego rowerka. Teraz Chinka proponowała mi deal, na migi oferując za moją posiadłość tyle kasy, że mógłbym pewnie do końca życia łowić ryby w rzece Jangcy.
Zastanowiło mnie to. Pamiętam w Ameryce giełdę Dow Jones stojącą na 2000 punktów, benzynę za 90 centów za galon i znaczki po 25 centów jeden. Pamiętam też, że w tym czasie wódka w Polsce kosztowała dolara i że zarabiałem w kraju 20 dolarów miesięcznie prowadząc jako student radiową audycję "Zapraszamy do Trójki". Pamiętam też, że następnego dnia po przyjeździe nad East River stałem w Brooklynie na drabinie, machając pędzlem za 6 dolarów na godzinę i byłem malarzem szczęśliwym.

Wizy do Stanów? A po co...
Dzisiaj giełda jest na ponad 13 tysiącach, benzyna na stacji ponad 3 dolary za galon, znaczek jest za prawie pół dolara, waluta z podobizną Waszyngtona warta jest dziś mniej niż 2 i pół złotego. Euro, które kiedy nastał Bush junior, warte było 83 centy, dziś warte jest prawie półtora dolara, a brytyjski funt wymienia się na dolara po kursie najwyższym od czasów Cartera. Znajomi znajomych, kiedy przyjeżdżają do Stanów, wykupują sklepy i wracają nad Wisłę. Od koszenia trawników są tu tani Meksykanie. Dobrego operatora do zdjęć kupowało się za stówkę na dzień, dziś za te pieniądze człowiekowi nie chce się nawet schylić po kamerę. Polska wykształcona imigracja nie chwyta już za łopatę, by zarobić na samochód. Mknący w dół dolarowy roller coaster czyni dyskusję o "polskich" wizach do Stanów pozbawioną jeszcze nie tak dawnego żaru i - już niemal - sensu.
Bogu zawierzamy
Dolar upada, a wraz z nią kraj Jeffersona, bo Ameryka pożyczała od świata 2 mld dolarów dziennie, by utrzymać swoje imperium i wystawny styl życia obywateli. Dziś tylko 5 proc. Amerykanów zarabia ponad 100 tys. rocznie. Apartamenty na Manhattanie, o średniej cenie 1,2 miliona dolarów, wykupują inwestorzy z Europy i Azji. Przez ostatnie 3 kwartały wykupili oni Amerykę na sumę 31 mld dolarów. I to tłumaczy Chinkę mrużącą oczy pod drzwiami mego domu.
Pokazałem Chince palec i odwróciłem się do niej plecami kurtki, na której napisane były trzy litery: USA. Ciągle w nie wierzę. Jak i cudowne wyjście z dołka amerykańskiej waluty, która nosi dumny napis: "In God we trust" (Bogu zawierzamy). W to też wierzę. I w Gospodarkę, Głupcze! - hasło wyborcze Clintona, które może zaprowadzić jego żonę, Hillary - prezydencką kandydatkę 2008 - wyżej niż wskaźniki Dow Jonesa na Wall Street.
Zakupy w Nowym Jorku
Marzec 2007 - Brytyjska Dawnay Day Group płaci 250 mln dol. za 47 budynków we Wschodnim Harlemie i 7 kondominów w East Village.
Maj 2007 - Niemiecka Paramount Group kupuje 46-piętrowy budynek przy Wall Street 60, płacąc 1,2 mld dol. albo 737 dol. za stopę kw., największa cena za budynek biurowy na Manhattanie.
Wrzesień 2007 - Włoska spółka Risanamento kupuje 23-piętrowy ekskluzywny budynek przy 660 Madison Ave. za 375 mln dol. (11 600 euro za mkw.).