SWIATLA MARFY - REPRYZA

-We also have this...mamy też i to?- powiedziała po chwili pokazując się dumna, odziana w podkoszulek z napisem Marfa Lights Festival. Podkoszulek był stary; lansował imprezę sprzed roku. Ashley miała teraz jednak swieżą, czerwoną szminkę na ustach i ładne, nieco za ciężkie jak na jej dziewczęcy wiek piersi, które spoglądały na mnie wyzywająco spod , a jakże, o numer za małego podkoszulka.

- How much is it?-Ile? zapytałem, żeby coś powiedzieć.

- Podoba ci się? Dam ci dwa za cenę jednego. ? odparła ściągając już coś z półki.

- Poczekaj- złapałem ją raptem za rękę- Ja chcę ten.....- pokazałem na Światła, które miała na sobie.

Prawdę mówiąc, nie wiedziałem czego chciałem. Chciałem mieć coś ze sobą z te o czasu wtedy, coś z zapachu jej ciała, ulotności tamtej chwili. Czasami życie rysowało dla mnie scenariusze, w których musiałem grać, czy tego chcę czy nie. Jak aktor z upadającego studia filmowego grałem role, których nie zawsze chciałem lub lubiłem grać. To była jedna z nich. Byliśmy sami w zakurzonym i zapomnianym miasteczku na krańcu świata. Byliśmy jacyś nieprawdziwi ? jak wyjęci z jakiegos filmu czy coś. Nieprawdopodobni. W dodatku w samo południe.

Ashley nie powiedziała nic. Objęła się rękami i sciągnęła podkoszulek przez głowę. Jej włosy przez chwilę trzymały się elektrycznie materiału potem opadły na obnażone piersi.

- Jeden kosztuje $8.50- powiedziała składając materiał równo w kostkę. Trwało to przeraźliwie długo. Obawiałem się, że lada chwila drzwi się otworzą i do środka wpadnie grupa nowojorskich turystów. Ale nie zdarzylo się nic. Ashley, wciąż półnaga, odrzuciła głową kosmyk włosów i otworzyła pytająco kasę.

Copyright 2006 - Media 2000 Communications - a Max Kolonko Company - All right reserved